Usłyszałem ostatnio, po raz kolejny, że podręcznik Christophera W. Moore'a jest "biblią mediatorów". A co z Biblią oryginalną? - pomyślałem. Rzecz jasna nie ma korelacji między wiarą (albo jej brakiem) a umiejętnością służenia innym w rozwiązywaniu konfliktów. Pytanie podstawowe brzmi jednak: czy wiara i wiedza religijna - stron albo mediatora - mogą się przydać w konflikcie?
Do tego tematu zamierzam jeszcze powracać, na razie odnotowuję inspirację: imponujące w polskich warunkach przedsięwzięcie jakim są Debaty "Polska Tolerancja", organizowane przez chrześcijański portal tezeusz.pl, a dokładniej - debatę XI dotyczącą tolerancji wewnątrz Kościoła katolickiego.
Obok głosów w dyskusji - szczególnie polecam tekst Zbigniewa Nosowskiego o symfonii i kakofonii - zamieszczono tam interesujący tekst - pochodzący ze strony australijskiej organizacji ACM wspierającej liderów wspólnot chrześcijańskich - a poświęcony konfliktom wśród chrześcijan i zasadom ich rozwiązywania.
Jaki ma to związek z administracją publiczną? Dwojaki.
Z jednej strony można pytać, czy w kraju, w którym tak wiele osób mieni się katolikami, liczba konfliktów - w tym konfliktów w sferze administracji publicznej - nie powinna być mniejsza, a ich temperatura - niższa. Tam gdzie są ludzie tam będą i konflikty, ale być może unikanie mediacji powinno zostać oficjalnie (z ambony) uznane za grzech... a mediatorzy - jako czyniący pokój (Mt 5,9) - objęci szczególną opieką duszpasterską, ale też i szerzej "reklamowani" i wykorzystywani w misjach dobrych usług...
Z drugiej strony można zapytać, w jakim stopniu administracja publiczna - bazując na w miarę spójnym światopoglądzie (wartości konstytucyjne, republikańskie i narodowe) - jest przestrzenią konfliktów, w których mediator może odwoływać się do etosu urzędniczego, a zarazem - musi poradzić sobie w sytuacji, gdy konkretne osoby etos ten pojmują fałszywie, albo - co gorsza - etos ten lekceważą.