W Poznaniu - z wielkim szumem - zorganizowano mediację w sprawie dyskryminacji Romów przez właścicieli klubu Cuba Libre... tak! Dokładnie tak...
Wiem, że komunikat prasowy PAP-u głosi inaczej i został ujęty nieco bardziej neutralnie: "Spotkanie mediacyjne zostało zorganizowane przez pełnomocnika wojewody ds. mniejszości narodowych i etnicznych. Było poświęcone wzajemnym relacjom społeczności romskiej i poznańskich restauratorów." Co z tego? Spotkanie zorganizowane w urzędzie wojewódzkim organizował pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, a zaproszonymi byli członkowie Zespołu Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii MSWiA oraz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Czy można się dziwić, że właścicielka w ogóle na spotkaniu się nie pojawiła, a w jej imieniu pisemnie wystąpił adwokat, Wojciech Wyjątek, idący w zaparte: "Jedyną przyczyną odmowy wstępu lub wyproszenia z klubu są względy bezpieczeństwa, które dotyczą zawsze indywidualnych osób. Decyzja w tym zakresie należy do pracowników zewnętrznej firmy ochroniarskiej, której obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa w klubie".Wszystko zaczęło się od artykułu w Gazecie: "Menu tylko dla Polaków". Tekst tekstem, ale filmik z ukrytej kamery, zagnieżdżony w tekście, nie pozostawia zbyt wiele wątpliwości. Brawo dla dziennikarzy za "nagłośnienie" problemu! Ochrona umywa ręce, menadżerowie zrzucają pełną odpowiedzialność na właścicielkę i w dodatku proszą o wyrozumiałość w obawie przed utratą pracy. Nie dziwię się jednak, obecnej taktyki PR, polegającej na całkowitym odrzuceniu tez tego artykułu na stronie klubu: "oświadczam niniejszym, że jest on [artykuł] zupełnie niezgodny ze stanem faktycznym. Do klubu Cuba Libre ma wstęp każdy, bez względu na kolor skóry, rasę, pochodzenie etniczne, narodowość, płeć, preferencje seksualne, przekonania polityczne, niepełnosprawność, światopogląd, wyznanie czy religię. Odmowa wejścia do klubu podyktowana może być wyłącznie względami bezpieczeństwa lub brakiem miejsc."
Cała sprawa jest przyczynkiem do dyskusji o tym, w jakich sprawach mediacja w ogóle ma szanse powodzenia i o tym, jak przygotować spotkanie mediacyjne. W tej sprawie, obawiam się, idea mediacji została nadużyta. W Poznaniu zebrał się raczej sąd kapturowy i trudno się dziwić, że przed jego oblicze nie spieszno było restauratorom. W jaki sposób mediatorzy powinni radzić sobie z moralną wyższością jednej strony? Oto problem. Chyba niestety pełnomocnikowi zbytnio się spieszyło i nie zadbał o bezpieczeństwo wszystkich, których przy okrągłym stole zamierzał ugościć. Zabrakło mi jego dobrego, pojednawczego, wstępnego wystąpienia medialnego.