czwartek, 3 marca 2011

Negocjacje pod ścianą


2 mln potencjalnych negocjatorów... współczuję - dosłownie i w przenośni. W Gazecie informacja o takiej liczbie zadłużonych Polaków, którzy mają trudności z regulowaniem własnych zobowiązań. Rośnie nie tylko ich liczba (50 tys. miesięcznie), ale też i średnia wysokość długu (już blisko 14 tys. złotych).

Na tym tle skromnie wyglądają osiągnięcia bankowego arbitrażu konsumenckiego w 2010 roku:
Wpłynęło 1165 wniosków, załatwiono 1117, w tym:
• 174 na korzyść klienta, 316 na korzyść banku, 71 - ugodą stron, 556 - zwracając lub odrzucając wniosek. Nie znając ich zasobów nie potrafię ocenić, czy dali z siebie wszystko, czy reklamowali się dostatecznie i czy byli jak Tommy Lee Jones w "Ściganym"... Rośnie dług publiczny, rosną długi prywatne. Strach się bać. Nastęny tekst w Gazecie: "Co ci zrobią, jak nie płacisz". Dobrze, że UOKiK czuwa! 

Kończymy właśnie - z Anią Grunwald - tekst o unikaniu wierzycieli przez dłużników, o psychologii zobowiązań publicznych i nieracjonalności zachowań w relacjach z administracją. Zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób ta wiedza powinna zostać wykorzystana przez administrację, aby ułatwić stronom rozwiązanie problemów. Proponujemy konkretne zmiany w komunikatach formułowanych przez urzędników. Ale wdrożenie naszych postulatów kosztowałoby wierzycieli. Może to dobrze, że administracja nie może sprzedawać hurtem "portfela zadłużonych", tak jak to czynią banki, czy firmy telekomunikacyjne. Smutna kwintesencja losów idei społecznej odpowiedzialności biznesu...

piątek, 18 lutego 2011

Lepsze jest wrogiem dobrego... Roma


W Poznaniu - z wielkim szumem - zorganizowano mediację w sprawie dyskryminacji Romów przez właścicieli klubu Cuba Libre... tak! Dokładnie tak...
Wiem, że komunikat prasowy PAP-u głosi inaczej i został ujęty nieco bardziej neutralnie: "Spotkanie mediacyjne zostało zorganizowane przez pełnomocnika wojewody ds. mniejszości narodowych i etnicznych. Było poświęcone wzajemnym relacjom społeczności romskiej i poznańskich restauratorów." Co z tego? Spotkanie zorganizowane w urzędzie wojewódzkim organizował pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, a zaproszonymi byli członkowie Zespołu Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii MSWiA oraz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Czy można się dziwić, że właścicielka w ogóle na spotkaniu się nie pojawiła, a w jej imieniu pisemnie wystąpił adwokat, Wojciech Wyjątek, idący w zaparte: "Jedyną przyczyną odmowy wstępu lub wyproszenia z klubu są względy bezpieczeństwa, które dotyczą zawsze indywidualnych osób. Decyzja w tym zakresie należy do pracowników zewnętrznej firmy ochroniarskiej, której obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa w klubie".
Wszystko zaczęło się od artykułu w Gazecie: "Menu tylko dla Polaków". Tekst tekstem, ale filmik z ukrytej kamery, zagnieżdżony w tekście, nie pozostawia zbyt wiele wątpliwości. Brawo dla dziennikarzy za "nagłośnienie" problemu! Ochrona umywa ręce, menadżerowie zrzucają pełną odpowiedzialność na właścicielkę i w dodatku proszą o wyrozumiałość w obawie przed utratą pracy. Nie dziwię się jednak, obecnej taktyki PR, polegającej na całkowitym odrzuceniu tez tego artykułu na stronie klubu: "oświadczam niniejszym, że jest on [artykuł] zupełnie niezgodny ze stanem faktycznym. Do klubu Cuba Libre ma wstęp każdy, bez względu na kolor skóry, rasę, pochodzenie etniczne, narodowość, płeć, preferencje seksualne, przekonania polityczne, niepełnosprawność, światopogląd, wyznanie czy religię. Odmowa wejścia do klubu podyktowana może być wyłącznie względami bezpieczeństwa lub brakiem miejsc." 
Cała sprawa jest przyczynkiem do dyskusji o tym, w jakich sprawach mediacja w ogóle ma szanse powodzenia i o tym, jak przygotować spotkanie mediacyjne. W tej sprawie, obawiam się, idea mediacji została nadużyta. W Poznaniu zebrał się raczej sąd kapturowy i trudno się dziwić, że przed jego oblicze nie spieszno było restauratorom. W jaki sposób mediatorzy powinni radzić sobie z moralną wyższością jednej strony? Oto problem. Chyba niestety pełnomocnikowi zbytnio się spieszyło i nie zadbał o bezpieczeństwo wszystkich, których przy okrągłym stole zamierzał ugościć. Zabrakło mi jego dobrego, pojednawczego, wstępnego wystąpienia medialnego.

wtorek, 15 lutego 2011

jak występować....


Być może to ostatnie znalezisko nie ma bezpośredniego związku z klasycznie - tj. po cichu - uprawianą mediacją. Zastanawiam się jednak, czy w konfliktach, których eskalacja doprowadziła do upublicznienia problemu i przeniesienia do mediów (klasycznych i społeczenych), rozwiązujący konflikt nie mógłby i nie powinien sam występować publicznie, ewenetualnie - inspirować tego rodzaju wystąpień. Rzecz jasna, nie po to by wikłać się w konflikt i narażać proces negocjacji na szwank, ale raczej np. po to by - ustalone ze stronami - ich wspólne, długofalowe interesy ujawnić i upowszechnić jako ideę, a zarazem - wrzucić do mediów, przykrywając wcześniejsze agresywne wypowiedzi. Muszę to jeszcze przemyśleć, a na razie - ku pamięci - odesłanie do mojego ulubionego TED-a i przyjętych tam (lub zidentyfikowanych tam) zasad wystąpień publicznych, których przestrzeganie zapewnia sukces w komunikacji elektronicznej.

Mediacje dla zdrowia...

Tak... wiem. Biedny NFZ, zadłużone placówki, dyrektorzy pod ścianą, biedni lekarze, jeszcze biedniejsze pielęgniarki. Z próżnego żaden mediator nie naleje, a tym bardziej - nie pożywi się ze smakiem (w sporach pracowniczych mediatora wysyła jednak często Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Ja nie o tego rodzaju konfliktach chciałem - choć google zachęca do wędrówek po mapie konfliktów (Ciechanów, Suwałki, Świętochłowice, Toruń, Białystok...), a dziennikarskie relacje - prowokują do komentarzy ("spór ma rozstrzygnąć mediator"). Temat wydaje się raczej oklepany: casus warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii - mediowany przez Markert Mediacje - doczekał się wręcz opracowania dydaktycznego w serwisie mediacyjnym Wolters Kluwer Polska.


Mnie bardziej zafrapował natomiast - zbudowany niedawno - System Monitorowania Agresji w Ochronie Zdrowia, którego jądrem jest Portal Naczelnej Izby Lekarskiej i Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych. Czy placówkom służby zdrowia nie przydaliby się przeszkoleni "mediatorzy wewnętrzni"?

wtorek, 8 lutego 2011

Zasada nieoznaczoności Heisenberga

Dziejszy wpis będzie - mam nadzieję - ewoluował. Zaczynam od prostego odesłania do artykułu w NYT: Shamed Into Altering a Mortgage. Autor ze szczegółami opisuje tam prawne perypetie emerytowanej fizjoterapeutki, którą próbowano eksmitować z jej domu w Nowym Yorku. Sprawą - na szczęcie dla niej - zajęła się młoda prawniczka (public interest lawyer) ze znajomościami w mediach. Stąd tytuł tego wpisu - zapożyczony z wprowadzania do artykułu. Zasada nieoznaczoności głosi, że obserwacja wpływa na przedmiot obserwowany. Tak jest z pewnością w przypadku zachowania dużych instytucji w konfliktach z osobami fizycznymi, o ile te osoby potrafią zwrócić na siebie uwagę mediów i opinii publicznej. W opisywanym przypadku interwencja prawniczki, wspieranej przez dziennikarza i jego gazetę, zablokowała eksmisję, a zaangażowanie sądu i mediów - odwróciło uprzednią lawinę proceduralną: tj. prawne zajęcie jej nieruchomości przez wierzyciela - tj. Bank of America. Histora - jak podkreśla autor - jest przerażająca a zarazem emblematyczna dla całego sektora kredytów hipotecznych. Kryzys na rynku nieruchomości i lawinowy wzrost liczby niespłacanych rat utrudnia bankowcom indywidualne podejście do każdego z dłużników, znieczula ich i skłania do bezwzględności. W konsekwencji są oni w stanie zignorować nawet swoje własne, wewnętrzne regulaminy dotyczące sytuacji nadzwyczajnych, kiedy dłużnik - spełniający określone warunki - zasługuje na cierpliwość i na renegocjację zasad spłaty zobowiązania. W tym przypadku - mimo wielokrotnych wniosków dłużniczki - bank naliczył jej wysokie opłaty za zwłokę i dopiero  pod wpływem publikacji w NYT, uznał za celowe zaproponować jej nowe warunki spłaty. Przed sąd sprawa trafiła dlatego, że bank próbował - poprzez naliczenie nieuzasadnionej opłaty dodatkowej - przerzucić na nią koszty obsługi prawnej. Co więcej, próbował również narzucić jej spłatę odsetek jakie narosły w trakcie postępowania sądowego. 
Ta historia jest interesująca nie tylko dlatego, że w Polsce narasta problem zadłużenia i nierównowagi między dłużnikami  a wierzycielami finansowymi. Chodzi mi o rolę prasy i strategię dziennikarza, który w swoim artykule bardzo pochlebnie opisuje sędziego, w tej sprawie: podkreśla jego kompetencje i z uznaniem wypowiada się o jego władczym podejściu do stron konfliktu. Nie spotkałem się w polskiej prasie z tego rodzaju laurkami dla sędziów. Tymczasem, po pierwsze, część z nich naprawdę na nie zasługuje a, po drugie, części z nich takie laurki mogłyby bardzo się przydać jako motywacja do działania na rzecz sprawiedliwości a przeciwko dużym instytycjom. Opisana w artykule złośliwość sędziego wobec przedstawicieli banku - tj. pytanie, czy bez artykułu w New York Times powódka mogłaby wogóle liczyć na indywidualne potraktowanie - jest godna uwagi. Szczególnie w kontekście wniosku pozwanego o wykluczenie jawności posiedzenia motywowaną gotowością do indywidualnych ustępstw. Sędzia odrzucił ten wniosek, uznając wartość publicznego rozstrzygnięcia - a więc ustanowienia reguły, na którą powołać mogą się inne osoby w podobnej sytuacji. W tym sensie neutralna osoba trzecia - w roli świadka - staje się jednocześnie gwarantem równości.

wtorek, 1 lutego 2011

ekonomia behawioralna

Czasem, zamiast przekonywać prawnika do mediacji, lepiej pokazać mu analogię. Między teorią rozwiązywania konfliktów a klasycznie rozumianymi naukami prawnymi, jest taka sama różnica, jak między ekonomią behawioralną, a ekonomią. 
Mediatorzy uzupełniają tradycyjny system prawa i wymiaru sprawiedliwości.... ale o rzeczywistości, o życiu, o prawdziwych problemach wiedzą znacznie więcej i powinni mieć istotny wpływ na polityki publiczne. 

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Fałszywi media(torzy) w Irlandii Północnej

Mój ulubiony pisarz irlandzki, Robert McLiam Wilson, przekonał mnie - genialną "Ulicą marzycieli" - że konflikt w Irlandii Północnej wypalił się, dosłownie i w przenośni. Że ludzie po prostu zmęczyli się terrorem. Że Unia Europejska i jej szalone możliwości finansowe utuczą solidarnie wszystkich łaknących sprawiedliwości. 
Obejrzałem jednak ostatnio wystąpienie Caroline Porter - ślicznej amerykańskiej stypendystki Fulbrighta w Irlandii - która chciała zbadać funkcję mediów w fazie post-konfliktowej. I niestety odkryła, że konflikt wcale nie został zakończony, a faza "post-konfliktowa" to mit, efekt myślenia życzeniowego i wynik uzgodnionej w ramach procesu pokojowego politycznej poprawności, lansowanej przez tamtejsze media. Jej zdaniem po rozpoczęciu procesu pokojowego zmienił się tam paradygmat informacyjny. W ramach tzw. propagandy pokoju, przedstawia się zawsze - w sposób zbalansowany - dwa skrajne, przeciwstawne poglądy, a następnie szuka się dla nich przeciwwagi w postaci - godnego poparcia - poglądu umiarkowanego, syntezy lub kompromisu. Tymczasem milcząca większość wcale nie jest jednorodna; przeciwnie, stare podziały trwają i a stare rany się nie goją. Polegam na jej ustaleniach faktycznych (a robi na mnie wrażenie informacja, że każdego miesiąca dochodzi tam do incydentu, jeśli nie bombowego, to w każdym razie kryminalnego na tle politycznym). Nie będę ich teraz weryfikować.
Fascynujące jest jednak to pytanie o rolę mediów: czy dziennikarze powinni strzec pokoju, a jeśli tak, to w jaki sposób? Jej zdaniem przyduszają jedynie przejściowo płomienie i utrudniają rzeczywiste rozwiązania, odsuwając jedynie potencjalny wybuch przemocy...

Sąsiadów walka z wiatrakami...

Ostatnio myśląc o problemie nierównowagi stron konfliktów skojarzyłem kilka newsów 

Gmina Kisielice: http://www.greenpeace.org
1. W marcu 2010 Rzeczpospolita i TVN 24 zajęły się protestami przeciw elektrowniom wiatrowym. Okazją do tego stał się apel przeciwników farm wiatrowych, skierowany do posłów i premiera. Rzecznikiem (politycznym) koalicji przeciwników była poseł Anna Zalewska (PIS), zasłużona w walce przeciw wiatrakom w Kotlinie Kłodzkiej. Podstawowe zarzuty i argumenty: szkodliwość (hałas i infradźwięki stresujące dla ludzi i zwięrząt), za mała odległość od zabudowań, wykorzystywanie niewiedzy sąsiadów (ekologia, która skrywa uciążliwość), spadek wartości nieruchomości, niejasne/nazbyt liberalne reguły prawne lokalizacji (minimum 500 m od zabudowań mieszkalnych zamiast żądanych 1500 m.). Konfliktem, który został wtedy przywołany, był kilkumiesięczny spór w gminie Góra Kalwaria - pomiędzy niemieckim Prokonem, który chce stworzyć farmę składającej się z 10–12 wiatraków a protestującymi mieszkańcami (zebrano "pół tysiąca" podpisów z okolicznych wsi). Do tablicy wywołani zostali zwolennicy i zainteresowani, z Polskim Stowarzyszeniem Energetyki Wiatrowej na czele. Rzecz ciekawa, ich planowane wystąpienie miało przybrać listu do zwierzchnictwa partyjnego - tj. do śp. Grażyny Gęsickiej. Rzeczpospolita cytowała jednego z ekspertów PSEW, który zapewniał: "– Jesteśmy gotowi na merytoryczną dyskusję o energii wiatrowej, protesty szkodzą inwestycjom". A stawka w tej grze jest złożona: za produkcję "zielonej" energii otrzymuje się wysokie wynagrodzenie, a ponadto "zielone certyfikaty", które można sprzedać koncernom energetycznym, zobowiązanym do wykazania się odpowiednią ilością "świadectw pochodzenia".  


2. We wrześniu 2010 roku odbyła się manifestacja przeciwników farm wiatrowych przed Kancelarią Premiera, w której - jak doniosła TVN 24 - uczestniczyły setki osób. Kluczowy postulat petycji, złożonej w KPRM: prawne gwarancje oddalenia wiatraków o 3 km od zabudowań mieszkalnych i gwarancje przestrzegania tych przepisów przez gminy i inwestorów. Dziennikarze dali głos p. Marcinowi Daszynowi, przedstawicielowi  Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Mieszkańców Przed Wiatrakami i p. Jackowi Malakowi ze stowarzyszenia "Stop wiatrakom UE". A także jednemu z protestujących, któremu zawdzięczali tytuł newsa: "To jest upierdliwe, to jest poziom hałasu 105 decybeli, porównywalny do hałasu, jaki wydaje kombajn zbożowy. Dzień i noc, nieustający hałas". Dopiero po południu odbyło się spotkanie z przedstawicielami Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, którzy przyznali się do prac nad wytycznymi, dotyczącymi wykonywania prognoz oddziaływania elektrowni wiatrowych na środowisko. Rzecznik GDOŚ, Monika Jakubiak, opisała ich służebną funkcję - zarówno dla inwestorów, jak i dla mieszkańców - jako gwarancję rzetelnych informacji "o oddziaływaniu pojedynczych turbin i farm wiatrowych na ludzi i środowisko przyrodnicze", oraz źródło wskazówek na temat sposób "uniknięcia lub zapobieżenia znaczącemu wpływowi siłowni wiatrowych na mieszkańców i przyrodę." Pani rzecznik podłożyła się jednak protestującym twierdząc, że "procedura oceny oddziaływania na środowisko obecnie zapewnia ochronę i wsparcie mieszkańcom sąsiadujących z obszarami planowanymi pod budowę elektrowni wiatrowych. - Każdy ma prawo do zapoznania się z zebraną dokumentacją oraz do złożenia swoich uwag i wniosków, które organ administracji jest zobowiązany rozpatrzyć przed wydaniem ostatecznej decyzji".

3. Wczoraj TVN 24, za PAP-ą, poinformowała o wyniku referendum lokalnego w Lipnie: Przegłosowane: wiatraków nie będzie. Uchwalając w październiku 2010 r. studium zagospodarowania przestrzestrzennego, przewidujące powstanie elektrowni wiatrowych, radni zdecydowali jednocześnie o oddaniu mieszkańcom ostatecznej decyzji w tej sprawie. W referendum wzięło udział ponad 38 proc. uprawnionych do głosowania (przy minimum niezbędnym do uznania jego ważności wynoszącym 30 proc). Prawie 90 procent mieszkańców gminy Lipno biorących udział w niedzielnym referendum opowiedziało się przeciwko budowie elektrowni wiatrowych jej terenie - wynika z danych opublikowanych na stronie internetowej gminy. Referendum w Lipnie było drugim tego typu w Wielkopolsce. Wcześniej mieszkańcy gminy Orchowo w powiecie słupeckim także poszli głosować w sprawie wiatraków. Więcej było głosów za, niż przeciw. 

WNIOSKI
O przydatności farm wiatrowych trudno dyskutować. Tym bardziej, że spore dofinansowania na ich budowę przyznaje Unia Europejska. Problematyczne są wyłącznie kwestie lokalizacyjne: zagrożenia przyrodnicze i konsekwencje społeczne, które należy sensownie uwzględnić i zbilansować. Sąsiedzi tego rodzaju inwestycji mają prawo się bronić - gdy inwestor zachowuje się agresywnie, pomijając ich interesy w pogoni za swoim interesem. Rolą administracji publicznej - odpowiedzialnej wszak politycznie przed mieszkańcami - jest zadbać od początku o relacje dobrosąsiedzkie. Wydaje się, że mediator - o ile zostanie włączony w proces planistyczny i inwestycyjny na odpowiednio wczesnym etapie - ma w tego rodzaju sprawach duże pole do popisu. Podobnie jak media i liderzy społeczności lokalnych.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Zginął "Człowiek"

W Krakowie 30-letni Tomasz C. ps. "Człowiek" został osaczony przez kilkanastu napastników i zmasakrowany w biały dzień. Był postacią numer dwa wśród kibiców Cracovii. 
"Czym (...) zasłużył sobie na gangsterski wyrok? Policja na razie nie wie, czy zabójstwo było wyrównaniem kibolskich, czy przestępczych porachunków. Fora internetowe kibiców było od wczorajszego południa zablokowane. Wiadomo, że tak głośne zabójstwo może nakręcić nową spiralę przemocy między kibolami."

To nie donos dla zwolenników wolności Internetu. Chodzi o odpowiedzialną interwencję w ramach 10 roli strony trzeciej - strażnika pokoju... Przerażające, jak silna jest kontrkultura:
http://chuliganskiezycie.blog.onet.pl (sam tytuł wymowyny...)

piątek, 14 stycznia 2011

Przejdźmy się - mówi Guru

Dla pierwszej historii warto zobaczyć całość:


Nie chce wam się oglądać?
To może pierwsza anegdota na pobudzenie apetytu:

There is this Middle Eastern story of a man who willed to his three sons his 17 camels. To the first son 1/2 of the camels, to the second son 1/3, and to the third son 1/9. 17 doesn’t divide by any of those numbers. Conflict arose, and they decided to go to a wise old woman for assistance. After thinking about it for a while, she said, “Here. I’ll give you one of my camels.” Now with 18 camels, the first son took 1/2: (9), the second son took 1/3: (6), and the last son took 1/9: (2), and they had a camel left over and they gave it back to the woman.

czwartek, 13 stycznia 2011

Wyobraźnia socjologiczna...

Przeklejam znalezisko z Wikipedii. Czasem dobrze jest dowiedzieć się, że się prozą mówi... Podstawą mediacji jest zdolność empatii, a siłą mediatora - jego autorytet, bazujący na osobistych doświadczeniach. Można jednak szybciej osiągnąć "dojrzałość" - dzięki wyobraźni i kontaktom z innymi, którzy ją rozwijali i propagowali:
http://www.cwrightmills.org/

"Charles Wright Mills (1916-1962) - socjolog amerykański. Twórca terminu wyobraźnia socjologiczna, który rozwinął w książce z 1959 r. pod tym samym tytułem, uznawanej za jedną z najbardziej wpływowych publikacji w socjologii XX wieku. Za pomocą tego pojęcia chciał poszerzyć spojrzenie jednostek na rzeczywistość, zazwyczaj ograniczone do najbliższego kręgu społecznego. Twierdził, że socjologia powinna skoncentrować się na analizie związków ludzkich biografii z historią społeczeństw w celu zrozumienia istoty oddziałujących na jednostki struktur społecznych w danym miejscu i czasie. Wyobraźnia socjologiczna to perspektywa poznawcza umożliwiająca przekroczenie ograniczonego, indywidualnego doświadczenia biograficznego ("osobiste troski") i ujęcie go w kategoriach procesów społeczno-historycznych o ponadindywidualnym charakterze ("publiczne problemy")."


wtorek, 11 stycznia 2011

Konflikty lotniskowe w Belgii

Konflikty lotniskowe - jak te na Okęciu, czy w Krzesinach - nie trapią wyłącznie Polaków. Administracja publiczna na świecie różnie sobie z nimi radzi. Zafrapowały mnie rozwiązania wypracowane w Belgii w związku z Lotniskiem brukselskim (mapa, a dla szczególnie wnikliwych: aktualne położenie samolotów radar). 

Od roku 2002 - w Ministerstwie Komunikacji i Infrastruktury i w ramach Publicznej Służby Federalnej Mobilności i Transportu (Service Public Fédéral de la Mobilité et des Transports) - funkcjonuje odrębna jednostka organizacyjna, zajmująca się konfliktami związanymi z lotniskiem: Federalna Służba Mediacji dla Lotniska Krajowego Bruksela (Service de Médiation pour l’Aéroport de Bruxelles-National). Zadaniem tej niezależnej instytucji, powołanej w celu pełniejszego uwzględnienia interesów okolicznych mieszkańców, władz gminnych oraz linii lotniczych jest 1) kontrola trajektorii lotów i nadzorowanie zmian natężenia oddziaływań akustycznych, 2) informowanie obywateli w tym zakresie, a także 3) rozpatrywanie ich skarg i zażaleń. Belgowie przyznają przy tym, że inspiracją były tu rozwiązania holenderskie (Wiecej w imponującym raporcie Aéroports et Territoires, Cahiers n° 139-140, s. ) i francuskie (Autorité de contrôle des nuisances sonores aéroportuaires).


Podziwiam tych, którzy podejmują próbę godzenia tam sprzecznych interesów. Oczywiście tych, którzy czynią to z dobrymi intencjami - a nie dla prywaty - jak w przypadku znienawidzonego przez Walonów  Berta Anciaux, który - wraz ze swymi sąsiadami w Noordrand - najwięcej skorzystał na wprowadzonym przez siebie w 2004 r. Planie Dyspersji. 




Sama dyskusja wzbudziła zresztą ciekawość naukowców, którzy - badając geografię konfliktu - zwrócili uwagę na to, że reprezentacja i wpływ poszczególnych aktorów na przebieg konfliktów zbiorowych są uwarunkowane kapitałem społecznym. W ten sposób niewielkie ugupowanie osób kompetentnych może osiągnąć więcej niż duże, lecz słabe merytorycznie ugrupowanie osób gorzej wyposażonych w umiejętności społeczne. Na marginesie mogą natomiast znaleźć się ci, których interesów wogóle nikt nie reprezentuje.


Po latach wielostronnych negocjacji zawarto porozumienie, którego efektem są dwie decyzje Rady Ministrów (z 19 grudnia 2008 r. i 26 lutego 2010 r.) ustanawiające zasady zarządzania oddziaływaniem akustycznym lotniska krajowego w Brukseli (Gestion des nuisances sonores à l’aéroport de Bruxelles-National)



Co do kreatywnych rozwiązań i ich promotorów: Sekretarz Stanu w Ministerstwie Komunikacji i Transportu, Etienne Schouppe, zawarł następnie umowę z administracją lotniska o utworzeniu specjalnego funduszu pokrywającego koszty napraw dachów, niszczonych przez zbyt nisko lecące, duże samoloty. Fundusz ten ma być finansowany przez dodatkową opłatę, nałożoną awansem na przewoźników. "Malkontenci" podkreślają natomiast zbieżność tej inicjatywy ze zbliżającym się terminem wyborów, a zarazem twierdzą, że taki fundusz legitymizuje naruszenia standardów, które prowadzą do niszczenia domów. Belgijska Unia Przeciw Uciążliwości Lotniczej (L’Union Belge Contre les Nuisances des Avions) traktuje to rozwiązanie jako środek znieczulający, tymczasem lekarstwem - ich zdaniem - byłby raczej fundusz zajmujący się wykupem nieruchomości i izolacjami akustycznymi.


Problemy praktyczne...

PS. Żałuję, że nie mogłem uczestniczyć w konferencji: "La médiation et la gestion des conflits dans le secteur aérien" (2003 r.) i nigdzie nie mogę znaleźć materiałów konferencyjnych. Chętnie poznam Wilhelma Faburel, ze względu na jego listę publikacji

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Ku pamięci... majowa konferencja EMNI

Go to start page...

Third European Conference on Mediation 
"Mediation and Civil Society in Europe, Towards a New Mindset" 
Bourg-La-Reine Grand Paris - May 27 & 28, 2010



Ponad miliard powodów mediacji...

Rozmawiałem niedawno z zaprzyjaźnionym specem od PR o szansach upowszechnienia mediacji. Jego zdaniem dopóki nie zdarzy się prawdziwy i spektakularny "fuck up" i konkretne osoby nie zostaną pociągnięte do odpowiedzialności za błędy w negocjacjach, nie ma co liczyć na zmianę kultury administracyjnej... No i proszę... 


TVN24 podało, że Alpine Bau "domaga się 1,1 miliarda złotych odszkodowania od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Chodzi o odszkodowanie za głośną przed rokiem sprawę usunięcia Austriaków z placu budowy śląskiego odcinka autostrady A1. Ostatecznie to i tak ta firma kontynuuje budowę trasy." 
Ciekawe, czy to już wystarczy, czy jeszcze nie...?