Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 lutego 2011

jak występować....


Być może to ostatnie znalezisko nie ma bezpośredniego związku z klasycznie - tj. po cichu - uprawianą mediacją. Zastanawiam się jednak, czy w konfliktach, których eskalacja doprowadziła do upublicznienia problemu i przeniesienia do mediów (klasycznych i społeczenych), rozwiązujący konflikt nie mógłby i nie powinien sam występować publicznie, ewenetualnie - inspirować tego rodzaju wystąpień. Rzecz jasna, nie po to by wikłać się w konflikt i narażać proces negocjacji na szwank, ale raczej np. po to by - ustalone ze stronami - ich wspólne, długofalowe interesy ujawnić i upowszechnić jako ideę, a zarazem - wrzucić do mediów, przykrywając wcześniejsze agresywne wypowiedzi. Muszę to jeszcze przemyśleć, a na razie - ku pamięci - odesłanie do mojego ulubionego TED-a i przyjętych tam (lub zidentyfikowanych tam) zasad wystąpień publicznych, których przestrzeganie zapewnia sukces w komunikacji elektronicznej.

wtorek, 8 lutego 2011

Zasada nieoznaczoności Heisenberga

Dziejszy wpis będzie - mam nadzieję - ewoluował. Zaczynam od prostego odesłania do artykułu w NYT: Shamed Into Altering a Mortgage. Autor ze szczegółami opisuje tam prawne perypetie emerytowanej fizjoterapeutki, którą próbowano eksmitować z jej domu w Nowym Yorku. Sprawą - na szczęcie dla niej - zajęła się młoda prawniczka (public interest lawyer) ze znajomościami w mediach. Stąd tytuł tego wpisu - zapożyczony z wprowadzania do artykułu. Zasada nieoznaczoności głosi, że obserwacja wpływa na przedmiot obserwowany. Tak jest z pewnością w przypadku zachowania dużych instytucji w konfliktach z osobami fizycznymi, o ile te osoby potrafią zwrócić na siebie uwagę mediów i opinii publicznej. W opisywanym przypadku interwencja prawniczki, wspieranej przez dziennikarza i jego gazetę, zablokowała eksmisję, a zaangażowanie sądu i mediów - odwróciło uprzednią lawinę proceduralną: tj. prawne zajęcie jej nieruchomości przez wierzyciela - tj. Bank of America. Histora - jak podkreśla autor - jest przerażająca a zarazem emblematyczna dla całego sektora kredytów hipotecznych. Kryzys na rynku nieruchomości i lawinowy wzrost liczby niespłacanych rat utrudnia bankowcom indywidualne podejście do każdego z dłużników, znieczula ich i skłania do bezwzględności. W konsekwencji są oni w stanie zignorować nawet swoje własne, wewnętrzne regulaminy dotyczące sytuacji nadzwyczajnych, kiedy dłużnik - spełniający określone warunki - zasługuje na cierpliwość i na renegocjację zasad spłaty zobowiązania. W tym przypadku - mimo wielokrotnych wniosków dłużniczki - bank naliczył jej wysokie opłaty za zwłokę i dopiero  pod wpływem publikacji w NYT, uznał za celowe zaproponować jej nowe warunki spłaty. Przed sąd sprawa trafiła dlatego, że bank próbował - poprzez naliczenie nieuzasadnionej opłaty dodatkowej - przerzucić na nią koszty obsługi prawnej. Co więcej, próbował również narzucić jej spłatę odsetek jakie narosły w trakcie postępowania sądowego. 
Ta historia jest interesująca nie tylko dlatego, że w Polsce narasta problem zadłużenia i nierównowagi między dłużnikami  a wierzycielami finansowymi. Chodzi mi o rolę prasy i strategię dziennikarza, który w swoim artykule bardzo pochlebnie opisuje sędziego, w tej sprawie: podkreśla jego kompetencje i z uznaniem wypowiada się o jego władczym podejściu do stron konfliktu. Nie spotkałem się w polskiej prasie z tego rodzaju laurkami dla sędziów. Tymczasem, po pierwsze, część z nich naprawdę na nie zasługuje a, po drugie, części z nich takie laurki mogłyby bardzo się przydać jako motywacja do działania na rzecz sprawiedliwości a przeciwko dużym instytycjom. Opisana w artykule złośliwość sędziego wobec przedstawicieli banku - tj. pytanie, czy bez artykułu w New York Times powódka mogłaby wogóle liczyć na indywidualne potraktowanie - jest godna uwagi. Szczególnie w kontekście wniosku pozwanego o wykluczenie jawności posiedzenia motywowaną gotowością do indywidualnych ustępstw. Sędzia odrzucił ten wniosek, uznając wartość publicznego rozstrzygnięcia - a więc ustanowienia reguły, na którą powołać mogą się inne osoby w podobnej sytuacji. W tym sensie neutralna osoba trzecia - w roli świadka - staje się jednocześnie gwarantem równości.