Przedwczoraj u przyjaciół dyskutowaliśmy z Wojtkiem - fotografem prasowym - o odpowiedzialności mediów za poziom debaty publicznej. Znalazłem kamyczek do jego ogródka...
W Opolu - jak ocenia Wyborcza - fiaskiem zakończyły się negocjacje samorządu miejskiego i samorządu województwa dotyczące budowy wspólnego systemu informacji turystycznej. Tytuł, jak to w Gazecie, efekciarski: "Jak marszałek zostawił ratusz na lodzie". Po przeczytaniu tekstu nie wiem jednak kompletnie, czy marszałek nie uniknął w ten sposób poświęconego sobie artykułu pt.: "Marszałek wpuszczony w maliny". Ale nie o bezstronność dziennikarską się tu troszczę.
Brakuje mi rzeczowego przedstawienia struktury konfliktu i przebiegu negocjacji. Zamiast wyjaśnienia przyczyn braku porozumienia i oceny tego stanu rzeczy w świetle interesu publicznego, tekst pozwala mi usłyszeć lament jednej ze stron i odpowiedź - drugiej strony, którą w zestawieniu z faktami można uznać za arogancką. A ja chciałbym się czegoś konkretnego dowiedzieć, a nie przeżyć coś wyreżyserowanego...
Ku pamięci kopiuję tu tekst in extenso (sądzę, że moja krytyka będzie dla dziennikarzy więcej warta, niż cena licencji na jego przedruk):
"Rok czasu, mnóstwo energii i ponad 200 tys. zł - tyle straciło Opole po tym, jak urząd marszałkowski postanowił nie organizować do spółki z ratuszem miejsko-regionalnej informacji turystycznej.
Nad powołaniem do życia takiej placówki oba urzędy pracowały i negocjowały od ponad roku. Urzędnicy zarówno z jednej, jak i z drugiej strony podkreślali, że Opolu potrzebna jest profesjonalna informacja, gdzie turysta mógłby uzyskać wszelkie dane na temat samego miasta i całego regionu.
- Wspólna informacja zapewni lepszy przepływ informacji i materiałów przeznaczonych dla turystów - tłumaczyła Dorota Michniewicz, naczelniczka wydziału kultury w ratuszu.
Chęci po obu stronach były, nawet w po tym, gdy było już wiadomo, że urząd marszałkowski będzie też finansował projekt Opolskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, przy której informacja turystyczna również miała funkcjonować. - Obie informacje nie miałyby przecież wchodzić sobie w drogę, tylko się uzupełniać - przekonywał wówczas Lucjusz Bilik, wiceszef departamentu kultury sportu i turystyki w urzędzie marszałkowskim.
Negocjacje rozbiły się jednak o szczegóły. Marszałek wprawdzie obiecał pieniądze na wspólny z miastem projekt, ale długo nie mógł dojść do porozumienia z ratuszem co do tego, kto ma płacić za lokal, w którym informacja miała się mieścić, oraz za etaty jego pracowników.
W zeszłym tygodniu do ratusza dotarła w końcu informacja, że marszałek z projektu chce się w ogóle wycofać. - To dla nas duże zaskoczenie i nawet nie znam jeszcze dokładnego uzasadnienia - mówi Michniewicz i podkreśla, że wraz z odejściem z przedsięwzięcia urzędu marszałkowskiego Opolu przepadło około 200 tys. zł obiecanych na jego realizację.
Ratusz rezygnować nie chce, ale musi teraz znaleźć na niego pieniądze w swoim budżecie. - No i faktem jest, że gdyby nie nieudana próba utworzenia wspólnej informacji z urzędem marszałkowskim, to bylibyśmy już na zupełnie innym etapie - mówi Mirosław Pietrucha, rzecznik prezydenta miasta.
Ratusz chciał bowiem przenieść maleńką dotychczas informację turystyczną do lokalu po sklepie Oxide, któremu z tego powodu wypowiedział umowę. Od niecałego roku lokal stoi pusty (miasto pobierało za niego 5 tys. zł czynszu miesięcznie).
Odpowiedzialna za turystykę oraz negocjacje z ratuszem wicemarszałek Teresa Karol tłumaczy decyzję tym, że urząd marszałkowski ma już swoją informację. - Chcemy zadania dotyczące turystyki przekazać w całości OROT-owi, a to, że będzie tam działać informacja, nie było jeszcze niedawno takie pewne. Ze wspólnego projektu z miastem po prostu zrezygnowaliśmy - mówi."
Pytania ćwiczebne, dla zainteresowanych rozwiązywaniem konfliktów:
- Jakie podmioty występują w opisanej wyżej systuacji?
- Jaką rolę pełnią?
- Jakie są (mogą być) ich interesy?
- Jakie stanowiska prezentowały w toku negocjacji?
- Jakimi alternatywnymi rozwiązaniami strony dysponowały - przynajmniej w teorii - siadając do stołu rokowań?
- Na jakim etapie rozwoju znalazł się konflikt?
- Jakie rozwiązania można wyobrazić sobie w tej sytuacji?
- Z kim i w jakiej kolejności powinien (był) podjąć rozmowy ewentualny mediator, zatrudniony do pomocy przy tworzeniu miejsko-regionalnej informacji turystycznej?
Niestety w tym tekście brakuje odpowiedzi na niektóre z powyższych pytań. Czy ktoś organizuje szkolenia z teorii konfliktów dla dziennikarzy? Jeśli nie, to trudno się dziwić, że zamiast tłumaczyć konflikt (nie wspominając o poszukiwaniu rozwiązania), prasa nieświadomie sprzyja jego eskalacji... I nie wierzę, że czytelnicy nie chcą czytać o sukcesach urzędników!
