Ostatnio myśląc o problemie nierównowagi stron konfliktów skojarzyłem kilka newsów
| Gmina Kisielice: http://www.greenpeace.org |
2. We wrześniu 2010 roku odbyła się manifestacja przeciwników farm wiatrowych przed Kancelarią Premiera, w której - jak doniosła TVN 24 - uczestniczyły setki osób. Kluczowy postulat petycji, złożonej w KPRM: prawne gwarancje oddalenia wiatraków o 3 km od zabudowań mieszkalnych i gwarancje przestrzegania tych przepisów przez gminy i inwestorów. Dziennikarze dali głos p. Marcinowi Daszynowi, przedstawicielowi Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Mieszkańców Przed Wiatrakami i p. Jackowi Malakowi ze stowarzyszenia "Stop wiatrakom UE". A także jednemu z protestujących, któremu zawdzięczali tytuł newsa: "To jest upierdliwe, to jest poziom hałasu 105 decybeli, porównywalny do hałasu, jaki wydaje kombajn zbożowy. Dzień i noc, nieustający hałas". Dopiero po południu odbyło się spotkanie z przedstawicielami Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, którzy przyznali się do prac nad wytycznymi, dotyczącymi wykonywania prognoz oddziaływania elektrowni wiatrowych na środowisko. Rzecznik GDOŚ, Monika Jakubiak, opisała ich służebną funkcję - zarówno dla inwestorów, jak i dla mieszkańców - jako gwarancję rzetelnych informacji "o oddziaływaniu pojedynczych turbin i farm wiatrowych na ludzi i środowisko przyrodnicze", oraz źródło wskazówek na temat sposób "uniknięcia lub zapobieżenia znaczącemu wpływowi siłowni wiatrowych na mieszkańców i przyrodę." Pani rzecznik podłożyła się jednak protestującym twierdząc, że "procedura oceny oddziaływania na środowisko obecnie zapewnia ochronę i wsparcie mieszkańcom sąsiadujących z obszarami planowanymi pod budowę elektrowni wiatrowych. - Każdy ma prawo do zapoznania się z zebraną dokumentacją oraz do złożenia swoich uwag i wniosków, które organ administracji jest zobowiązany rozpatrzyć przed wydaniem ostatecznej decyzji".
3. Wczoraj TVN 24, za PAP-ą, poinformowała o wyniku referendum lokalnego w Lipnie: Przegłosowane: wiatraków nie będzie. Uchwalając w październiku 2010 r. studium zagospodarowania przestrzestrzennego, przewidujące powstanie elektrowni wiatrowych, radni zdecydowali jednocześnie o oddaniu mieszkańcom ostatecznej decyzji w tej sprawie. W referendum wzięło udział ponad 38 proc. uprawnionych do głosowania (przy minimum niezbędnym do uznania jego ważności wynoszącym 30 proc). Prawie 90 procent mieszkańców gminy Lipno biorących udział w niedzielnym referendum opowiedziało się przeciwko budowie elektrowni wiatrowych jej terenie - wynika z danych opublikowanych na stronie internetowej gminy. Referendum w Lipnie było drugim tego typu w Wielkopolsce. Wcześniej mieszkańcy gminy Orchowo w powiecie słupeckim także poszli głosować w sprawie wiatraków. Więcej było głosów za, niż przeciw.
WNIOSKI
O przydatności farm wiatrowych trudno dyskutować. Tym bardziej, że spore dofinansowania na ich budowę przyznaje Unia Europejska. Problematyczne są wyłącznie kwestie lokalizacyjne: zagrożenia przyrodnicze i konsekwencje społeczne, które należy sensownie uwzględnić i zbilansować. Sąsiedzi tego rodzaju inwestycji mają prawo się bronić - gdy inwestor zachowuje się agresywnie, pomijając ich interesy w pogoni za swoim interesem. Rolą administracji publicznej - odpowiedzialnej wszak politycznie przed mieszkańcami - jest zadbać od początku o relacje dobrosąsiedzkie. Wydaje się, że mediator - o ile zostanie włączony w proces planistyczny i inwestycyjny na odpowiednio wczesnym etapie - ma w tego rodzaju sprawach duże pole do popisu. Podobnie jak media i liderzy społeczności lokalnych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz