wtorek, 8 lutego 2011

Zasada nieoznaczoności Heisenberga

Dziejszy wpis będzie - mam nadzieję - ewoluował. Zaczynam od prostego odesłania do artykułu w NYT: Shamed Into Altering a Mortgage. Autor ze szczegółami opisuje tam prawne perypetie emerytowanej fizjoterapeutki, którą próbowano eksmitować z jej domu w Nowym Yorku. Sprawą - na szczęcie dla niej - zajęła się młoda prawniczka (public interest lawyer) ze znajomościami w mediach. Stąd tytuł tego wpisu - zapożyczony z wprowadzania do artykułu. Zasada nieoznaczoności głosi, że obserwacja wpływa na przedmiot obserwowany. Tak jest z pewnością w przypadku zachowania dużych instytucji w konfliktach z osobami fizycznymi, o ile te osoby potrafią zwrócić na siebie uwagę mediów i opinii publicznej. W opisywanym przypadku interwencja prawniczki, wspieranej przez dziennikarza i jego gazetę, zablokowała eksmisję, a zaangażowanie sądu i mediów - odwróciło uprzednią lawinę proceduralną: tj. prawne zajęcie jej nieruchomości przez wierzyciela - tj. Bank of America. Histora - jak podkreśla autor - jest przerażająca a zarazem emblematyczna dla całego sektora kredytów hipotecznych. Kryzys na rynku nieruchomości i lawinowy wzrost liczby niespłacanych rat utrudnia bankowcom indywidualne podejście do każdego z dłużników, znieczula ich i skłania do bezwzględności. W konsekwencji są oni w stanie zignorować nawet swoje własne, wewnętrzne regulaminy dotyczące sytuacji nadzwyczajnych, kiedy dłużnik - spełniający określone warunki - zasługuje na cierpliwość i na renegocjację zasad spłaty zobowiązania. W tym przypadku - mimo wielokrotnych wniosków dłużniczki - bank naliczył jej wysokie opłaty za zwłokę i dopiero  pod wpływem publikacji w NYT, uznał za celowe zaproponować jej nowe warunki spłaty. Przed sąd sprawa trafiła dlatego, że bank próbował - poprzez naliczenie nieuzasadnionej opłaty dodatkowej - przerzucić na nią koszty obsługi prawnej. Co więcej, próbował również narzucić jej spłatę odsetek jakie narosły w trakcie postępowania sądowego. 
Ta historia jest interesująca nie tylko dlatego, że w Polsce narasta problem zadłużenia i nierównowagi między dłużnikami  a wierzycielami finansowymi. Chodzi mi o rolę prasy i strategię dziennikarza, który w swoim artykule bardzo pochlebnie opisuje sędziego, w tej sprawie: podkreśla jego kompetencje i z uznaniem wypowiada się o jego władczym podejściu do stron konfliktu. Nie spotkałem się w polskiej prasie z tego rodzaju laurkami dla sędziów. Tymczasem, po pierwsze, część z nich naprawdę na nie zasługuje a, po drugie, części z nich takie laurki mogłyby bardzo się przydać jako motywacja do działania na rzecz sprawiedliwości a przeciwko dużym instytycjom. Opisana w artykule złośliwość sędziego wobec przedstawicieli banku - tj. pytanie, czy bez artykułu w New York Times powódka mogłaby wogóle liczyć na indywidualne potraktowanie - jest godna uwagi. Szczególnie w kontekście wniosku pozwanego o wykluczenie jawności posiedzenia motywowaną gotowością do indywidualnych ustępstw. Sędzia odrzucił ten wniosek, uznając wartość publicznego rozstrzygnięcia - a więc ustanowienia reguły, na którą powołać mogą się inne osoby w podobnej sytuacji. W tym sensie neutralna osoba trzecia - w roli świadka - staje się jednocześnie gwarantem równości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz