czwartek, 2 grudnia 2010

Neutralność mediatora

Znalazłem ostatnio dwie - interesujące łącznie - wypowiedzi ilustrujące problem neutralności tych, którzy mienią się przewodnikami na drodze do harmonii...

Pierwsza grupa to terapeuci.
Wielce podejrzliwy wobec ich metod i kompetencji jest Tomasz Witkowski - znany w środowisku mediatorów m.in. jako współredaktor Biblioteki Moderatora - zdaniem którego neutralność psychoterapeuty jest fikcją. W rozmowie  z Grzegorzem Sroczyńskim proponuje w związku z tym:

"To nieco szalony pomysł, ale uważam, że terapeuci na tabliczkach gabinetów obok nazwiska powinni umieszczać skrótowy światopogląd. "Katolik, konserwatysta, przeciwnik in vitro". Albo: "Feministka o poglądach liberalnych". To pozwoliłoby uniknąć niespodzianek. Radzę wszystkim: wybierzcie kogoś, kto ma podobny światopogląd do waszego. Są zwykle dwie rozmowy wstępne, zapytajcie terapeutę wprost o światopogląd. Katolik, który nie akceptuje rozwodów, a ma problemy małżeńskie, jeśli pójdzie do terapeuty księdza, nie będzie narażony na sugestie szybkiego rozwodu. Z kolei liberalna feministka nie usłyszy od terapeutki feministki, że powinna się poświęcać dla męża, którego ma dosyć."

Druga grupa to mediatorzy.
Uderzyła mnie wypowiedź Jerzego Śliwy, prezesa Zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Zawodowych Mediatorów, recenzującego - na życzenie Gazety Wyborczej - tzw. "Deklarację Łódzką". 

"- Deklaracja łódzka nie jest wezwaniem do dialogu, ale oświadczeniem osób, które solidaryzują się z widniejącym pod nią podpisem Jarosława Kaczyńskiego. Nie podpisałbym jej, bo po prostu jej nie rozumiem - mówi Jerzy Śliwa, prezes Zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Mediatorów. - Brakuje w niej przede wszystkim oświadczenia twórców, że sami języka nienawiści stosować nie będą - dodaje. Według mediatora dokument jest sprawny z punktu widzenia skuteczności politycznej. - Nie wiadomo jednak, w jakim celu umieszczono cytaty polityków i wymieniono konkretne słowa "związane z językiem nienawiści". Wprowadzenie tych słów jest niezrozumiałe. Sami twórcy powinni zadeklarować, że z takiego języka zrezygnują. - mówi prezes Śliwa. Uważa także, że grupa adresatów, do których skierowana jest deklaracja, jest określona zbyt ogólnie. - Czy to są właśnie ci uczestniczy życia politycznego, którzy używają najostrzejszego języka? - pyta retorycznie. Warunkiem porozumienia jest szukanie rozwiązań. - Warto, by w debacie publicznej pojawił się głos wzywający do dyskusji, ale dyskusji nacechowanej szacunkiem do jej uczestników - podkreśla Śliwa."

Nie ma znaczenia po której z rozlicznych stron polskiej sceny politycznej sami siebie sytuujemy. Nie ma znaczenia, czy przemawia do nas Deklaracja Łódzka, czy też nie. Pytanie brzmi: czy nawet najcelniejsza krytyka komunikatu politycznego jednego z ugrupowań nie podważa zaufania zwolenników tegoż ugrupowania do mediatorów wogóle... Czy w trakcie mediacji p. Śliwa również krytykuje wypowiedzi stron, jeśli są sprzeczne z zasadami dialogu? - pomyślałem w pierwszym momencie, złośliwie...

Ale być może fikcją jest udawanie, że nie ma się poglądów i należałoby raczej ujawniać je stronom przed mediacją? Z drugiej strony profesje o znacznie dłuższej historii - by wymienić tylko adwokatów - są w stanie pracować dla swoich klientów nie afiszując się sympatiami kulturowymi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz